O kilka mostów za daleko
Problematyka Kościołów greckokatolickich, obecna w świadomości szerszych rzesz chrześcijan już od kilku lat, przede wszystkim od przełomowego roku 1989, staje się dziś obiektem szczególnej uwagi przy okazji spektakularnych wydarzeń, do których zaliczyć należy niedawną wizytę prezydenta Jelcyna w Watykanie. Tym co ponownie skierowało zainteresowanie w stronę Kościołów unickich była kwestia innej wizyty - oczekiwanej przez jednych i odrzucanej przez drugich podróży papieża Jana Pawła II do Rosji. Na łamach „Tygodnika Powszechnego” z 22 lutego 1998 r. swoje opinie na ten temat przedstawili dwaj duchowni - ks. Henryk Paprocki, prawosławny wykładowca CHAT w Warszawie i ks. Roman Dzwonkowski SAC, wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ks. Paprocki wyliczając to, co uniemożliwia przyjazd Papieża do Rosji mówi o Kościołach unickich i wykorzystuje słowo, które w ostatnim czasie stało się synonimem tychże Kościołów - „przeszkoda”, oczywiście nie tylko dla wizyty Papieża, ale na drodze do jedności chrześcijan w ogóle. Jednak nie na znane już od początku kryzysu dialogu ekumenicznego stanowisko Kościołów prawosławnych wobec Kościołów unickich pragnę tu odpowiedzieć. Dla grekokatolika, niezależnie od jego narodowości, bardziej niezrozumiałym jest to, co pisze ks. R. Dzwon-kowski. Jego komentarz zaczyna się omówieniem przeszkód uniemożli-wiających wizytę Papieża w Rosji.
Cały pierwszy akapit poświęcony Rosji i stosunkom międzywyznaniowym kończy się zdaniem: „Odtwarzanie struktur Kościoła rzymskokatolickiego nie jest ekspansją , tylko odpowiedzią na realne potrzeby”. Następne stwierdzenie dotyczy „odradzania się Kościoła greckokatolickiego”, które jest także „problemem dla prawosławia”. Kolejne zdanie wyjaśnia dlaczego chodzi o „odradzanie”. Autor przypomina, że „Kościół ten został przez Stalina brutalnie zlikwidowany w 1946 r., a jego majątek częściowo przekazano Cerkwi prawosławnej”. Po uznaniu prawa do odzyskania swej własności i krytyce trafiających się nadużyć, kończy się akapit poświęcony Ukrainie, o której nie wspomniano ani razu explicite. Czytelnik mniej zorientowany w powojennej historii chrześcijaństwa w Europie wschodniej siłą rzeczy przekonany będzie, że chodzi tu o Rosję. Świadomie, czy też nie, ks. Dzwonkowski utwierdza myślenie o państwach i narodach słowiańskich żyjących za Bugiem w kategorii „Wschód”. Tak, niestety, nadal zdają się postrzegać naszą część Europy także wysocy przedstwiciele Watykanu, którzy na zakończenie odbytego w Moskwie w dniach 14-15 stycznia spotkania z delegacją Patriarchatu Moskiewskiego wydali oświadczenie, w którym mówi się, że na Zachodniej Ukrainie „stosunki międzywyznaniowe nie zmieniły się, niestety, od czasu ostatniego spotkania dwustronnego w Bari w maju 1997 roku”.
W kilka lat po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości wystawianie w Moskwie cenzurek Ukraińcom świadczy o braku wyczucia i poszanowania dla aspiracji miejscowych chrześcijan. Co stoi na przeszkodzie temu, by delegacja Watykanu wymagała od strony prawosławnej prowadzenia rozmów rozmów dotyczących Ukrainy na jej terytorium. Przecież Ukraiński Kościół Prawosławny podlegający jurysdykcji Moskwy cieszy się autonomią. Paradoks całej sytuacji polega na tym, że powołana w Bari wspólna biskupia greckokatolicko-prawosławna komisja nie spotkała się ani razu po prostu dlatego, że nie wpłynęła żadna skarga w sprawie konfliktu. Nic dziwnego więc, że na taki krok kierownictwo Kościoła greckokatolickiego odpowiedziało oświadczeniem, w którym czytamy, między innymi, że „grekokatolicy na Ukrainie Zachodniej nie stwarzają żadnych przeszkód dla Ukraińskiego Kościoła Prawosławnego Patriarchatu Moskiewskiego w organizowaniu życia kościelnego i w budowie świątyń. Jako przykład można podać to, że jesienią zeszłego roku metropolita Wołodymyr Sabodan uroczyście konsekrował nowo wzniesioną świątynię w Żółkwi, a miejscowi grekokatolicy nie wyrazili z tego powodu żadnych protestów”. Oświadczenie biskupów kończy się słowami: „pragniemy także podkreślić, że Ukraiński Kościół Greckokatolicki z bólem przyjmuje to, że mówi się o nim i przyjmuje dotyczące go uzgodnienia nie zapraszając go do udziału w tym i nie biorąc pod uwagę rzeczywistego stanu spraw oraz potrzeb i pragnień naszego Kościoła”.
Tym co najbardziej bulwersuje grekokatolika w komentarzu ks. Dzwonkowskiego jest nazywanie błędem Kościoła katolickiego „popieranie tworzenia nowych struktur Kościoła greckokatolickiego na Białorusi, mimo iż nie ma tam takiej duszpasterskiej potrzeby”. Według ks. Dzwonkowskiego siłą napędową w tym procesie jest tylko czynnik narodowy: „rozumuje się tak: katolicy to Polacy, prawosławni to Rosjanie, więc budujmy Kościół greckokatolicki, który - podobnie jak na Ukrainie - będzie naszym Kościołem narodowym”. Optując za zachowaniem status quo w kwestii Kościoła greckokatolickiego, w tym wypadku na Białorusi, nie jest ks. Dzwonkowski prekursorem. Kilka lat wcześniej - w roku 1988 - inny łaciński kapłan, tym razem z Niemiec, podczas sympozjum zorganizowanego przez Instytut Ekumeniczny KUL wyraził taki sam pogląd odnośnie Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie. Grzegorz Polak podsumowując całe sympozium pisał o tym „w osłupienie natomiast mogła wprawić teza wygłoszona przez ks. prał. Raucha, że Kościół rzymskokatolicki [...] powinien być gotów uznać dokonaną przed 40 laty „adopcję” Kościoła greckokatolickiego przez Rosyjską Cerkiew Prawosławną”. Na czym polega w istocie różnica między likwidacją Kościoła greckokatolickiego na Ukrainie w 1946, a jego zniszczeniem przez carat na Białorusi w XIX w. Tylko na tym, że oba te tragiczne wydarzenia stały się w różnym czasie, i że dłuższy okres zniewolenia spowodował bez porównania większe spustoszenie w życiu religijno-narodowym Białorusinów. A o tym czym była dla Białorusi Unia, i jakie nadzieje wiążą oni z jej odrodzeniem najlepiej niech mówią sami zainteresowani.
Jury Chadyka zakończył swój referat o „Kulturotwórczej roli Unii Brzeskiej na Białorusi”, wygłoszony na sympozjum o Unii Brzeskiej w Lublinie w dniach 20-21 września 1995 słowami: „główną zasługą Unii było to, że w specyficznych warunkach historii białoruskiej była ona faktycznie jedyną instytucją zjednoczenia narodowego. Przez swoje środki, w tym przez sztukę, kształtowała ona główne cechy charakteru narodowego: tolerancję, miłość do Ojczyzny, szczerość, szacunek do pracy i nauki, a przede wszystkim - głęboką wiarę. Dlatego zniesienie Unii było tragedią narodową. Doprowadziło do zatracenia przez naród białoruski swej godności i swej świadomości narodowej. Ciękie rany zadane zniesieniem Unii pozostają nie zaleczone do dziś. Chcę wierzyć, że z Bożą pomocą, Unia na Białorusi odrodzi się i stanie się znów gruntem dla duchowego zjednoczenia naszego narodu”. Nie można przejść obojętnie, tym bardziej chyba w Polsce, obok słów o godności narodu i jego świadomości. Upraszczając niewątpliwie złożony problem odniesień na linii naród-państwo-Kościół, ks. Dzwonkowski wyrządza nam grekokatolikom krzywdę, i w jakiejś mierze, w polskim kontekście, deprecjonuje Kościół greckokatolicki mówiąc o pragnieniu uczynienia z Kościoła greckokatolickiego na Białorusi, za przykładem Ukrainy - Kościoła narodowego. Nie pierwszy i, obawiam się, nie ostatni raz, łacinnik ma trudności ze zrozumieniem specyfiki ustroju Kościołów Wschodnich, przeciwstawiając ich rzekomy „narodowy” charakter rzymskokatolickiemu uniwersalizmowi. Czy troska o zachowanie i pielęgnowanie tożsamości narodowej ze strony Kościoła jest czymś zdrożnym ? Na pewno nie w nauczaniu Jana Pawła II.
Przyjmując 10 czerwca 1996 w Watykanie „Księgi zgonów z Auschwitz” Papież, po przywołaniu słów Sługi Bożego R. Traugutta: „spodobało się Bogu mieć narody”, powiedział: „Przyjmujemy zatem „Księgi zgonów z Auschwitz” jako wezwanie, by w pokoleniu, które wchodzi w trzecie tysiąclecie, pielęgnować poczucie własnej tożsamości narodowej, budzić szacunek dla bogactwa rodzimej tradycji kulturowej i dla tych ponadczasowych wartości, których milcząco bronili męczennicy w Auchswitz i w innych obozach zagłady. Wspominając imiona tych, którzy oddawali życie jako dzieci własnego Narodu, modlimy się, aby Duch Boży odnowił w nas świadomość, że wierność tożsamości narodowej ma również religijną wartość. Prosimy Boga, aby słuszne dążenie do jedności społeczeństw nie oznaczało odcinania człowieka od jego korzeni, ale by było wzajemnym czerpaniem z duchowego bogactwa poszczególnych narodów”.
W imię tego, by nie powiększać „napięcia między Kościołem katolickim a prawosławnym”, biorąc pod uwagę to, że „nie ma tam takiej duszpasterskiej potrzeby”, nie należy według ks. Dzwonkowskiego „popierać tworzenia nowych struktur Kościoła greckokatolickiego na Białorusi”. Argumentacja ks. Dzwonkowskiego jest jeszcze stosunkowo delikatna. Inni autorzy, dmuchając na zimne, ostrzegają przed próbami tworzenia (chociaż należałoby mówić raczej także o odrodzeniu) Kościoła greckokatolickiego w Rosji. Posuwają się nawet do zniekształcania faktów historycznych i wręcz do zniesławiania Unii. Ks. Antoni Hej, Wikariusz Generalny Apostolskiej Administracji dla katolików obrządku łacińskiego europejskiej części Rosji i Julij Szrejder, wykładowca filozofii w Kolegium św. Tomasza w Moskwie w artykule pt. „Rosyjscy katolicy: Wschód czy Zachód ?” pisząc o Unii Brzeskiej wprowadzają czytelników w błąd, mówiąc o „podporządkowaniu jurysdykcji Rzymu prawosławnych diecezji”, gdy w istocie Unię zawarła Metropolia Kijowska czyli, inaczej mówiąc, Kościół Kijowski. A to zasadnicza różnica. Jeszcze boleśniejsze dla grekokatolików jest deprecjonowanie wartości Unii stwierdzeniem, że „ta jedność miała bardziej prawno-polityczny niż teologiczno-duchowy charakter”. Taki obraz Unii może prowadzić łacińskich autorów tylko do jednej konkluzji: „jakikolwiek typ akcji, którą można by interpretować jako unię, może tylko zaszkodzić upragnionej jedności Kościoła apostolskiego”. Co jednak dzieje się z prawosławnym Rosjaninem, który realizując niezbywalne prawo swobody wyboru, pragnie przystąpić do jedności z Kościołem, na czele którego stoi Biskup Rzymu. „Nie można go wypędzać” - pisze ks. Dzwonkowski. I słusznie. Do jakiego Kościoła powinien on jednak zostać przyjęty? Prawo jest w tym wzgłędzie jasne. Kodeks Kanonów Kościołów Wschodnich w kanonie 35 stanowi, że „ochrzczeni akatolicy przystępujący do pełnej wspólnoty z Kościołem katolickim powinni wszędzie zachować swój obrządek, pielęgnować go i w miarę możliwości żyć według niego. Dlatego tez powinni być przypisani do Kościoła sui iuris tego obrządku, z zachowaniem prawa zwrócenia się do Stolicy Apostolskiej w szczególnych przypadkach osób, wspólnot lub regionów”. Wydaje się, że z powodu braku dla Rosjan „Kościoła sui iuris” ich obrządku klauzula o zwróceniu się do Stolicy Apostolskiej, z niejako wymuszoną prośbą o przejście na obrządek łaciński, staje się normą.
Katolickie Kościoły Wschodnie określa się dziś często mianem mostów, które powinny służyć zbliżeniu podzielonych chrześcijan wschodniej i zachodniej tradycji. Coraz częściej jednak, i to ze strony, z której najmniej można by się tego spodziewać, grekokatolicy zdają się słyszeć pytanie: „Czy aby nie istnieje o kilka mostów za dużo?”
ks. Bogdan Pańczak
ul. Prymasa S. Wyszyńskiego 6
20-950 LUBLIN
tel/fax (81) 5322468






